Zamaskowany niepełnosprawny

O osobach niepełnosprawnych już kiedyś pisałam na moim blogu. Nie ukrywam, że temat jest mi bliski z wielu powodów. Przede wszystkim dlatego, że ja też zaliczam się do tej (o dziwo dla niektórych) bardzo licznej grupy. Dlatego dziś zamierzam ponownie poruszyć ten temat, w nieco inny sposób bo tym razem zupełnie z mojej perspektywy.
Tak jak już wcześniej zdążyłam nadmienić, jestem osobą niepełnosprawną. Osobiście uważam, że jest to widoczne, choćby w sposobie w jaki chodzę. Ale czasami, ku mojemu zdziwieniu okazuje się,  że wcale nie jest to aż tak widoczne jakbym sobie tego życzyła. 
 Nie zrozumcie mnie źle – zazwyczaj skaczę z radości jeśli ktoś na pierwszym spotkaniu nie zapyta mnie dlaczego chodzę tak a nie inaczej albo gdy nie widzę spojrzeń kierowanych w moją stronę gdy idę ulicą. Jednak są też takie chwile, gdy chciałabym by moja niepełnosprawność była nieco bardziej widoczna...albo umysły niektórych osób były nieco bardziej otwarte na różne odcienie niepełnosprawności. 
Otóż, w tym miejscu chcę oznajmić Wam moi drodzy, iż niepełnosprawność to nie tylko wózek. Osoba niepełnosprawna absolutnie nie musi chodzić o kulach, osoba niepełnosprawna nie ma zawsze inaczej wyglądających części ciała albo defektu, który widać na pierwszy rzut oka. Jednak niepełnosprawność to często ból, którym taka osoba naprawdę nie chcę emanować na wszystkie strony. To ból pleców, ból nóg. Ból który nasila się w pozycji stojącej, albo wręcz przeciwnie, to pozycja siedząca go wzmaga.
A potem taka osoba po której niepełnosprawności tak naprawdę nie widać, wsiada do autobusu i...no właśnie. 
Prawdę mówiąc, jeśli już siadam, to staram się jak tylko mogę by nie siadać na miejscach uprzywilejowanych. Oczywiście mam ku temu pełne prawo bo do tego upoważnia mnie moja legitymacja, jednak wtedy zaczynają się spojrzenia! I to nie koniecznie spojrzenia osób z kulami. Najczęściej są to spojrzenia tych jakże sympatycznych babć! 
Nie zrozumcie mnie źle, naprawdę gdy widzę, że osoba starsza musi usiąść, nie jestem uparta i nie trzymam miejsca na siłę (oczywiście jeśli akurat nie dokucza mi żaden ból) jestem w stanie chwilę postać. Lecz mało kiedy spotykam starsze osoby, które można zapisać akurat do tej kategorii. Najczęściej są to osoby, które jadą na rynek, które mają ciężkie torby i muszą je gdzieś położyć albo takie, które uważają, że siedzenie ze znaczkiem u góry, po prostu nie należy się za żadne skarby osobom młodym. 
Najbardziej rozbawia mnie w takich chwilach argument, który słyszałam już kilka razy z ust starszych pań „Młode nogi ma, to może sobie postać.” Poważnie! I nie wytłumaczysz, że te młode nogi są chore. Bo raz, że szkoda się z taką osobą kłócić a dwa, że często brak kuli czy wózka przekreśla młodą osobę na starcie. 
Trafiają się też panie, które nic nie mówią. Tylko stoją nad Twoim miejscem i wymownie patrzą w Twoją stronę. I cóż z tego, że pół tramwaju czy autobusu zionie pustką?! Tutaj jest znaczek! Siedzenie ze znaczkiem należy do niej! Myślicie, że dramatyzuje? Otóż, dokładnie taka sytuacja spotkała mnie w tramwaju kilka lat temu kiedy jechałam do szkoły i usiadłam na miejscu uprzywilejowanym. Pani (jadąca wtedy na rynek) stanęła nade mną i kaszlała sugestywnie tak długi, aż pomyślałam, że zaraz się biedaczka udławi. Kiedy zobaczyła, że nie przynosi to oczekiwanego skutku, po prostu zapytała czy mam uprawnienie do tego by siedzieć akurat w tym miejscu. Nie muszę chyba mówić, jak wielka była w tej chwili moja radość, gdy pokazałam jej swoją legitymację? I żeby nie było, że jestem po prostu chamska – miejsca po przeciwnej stronie były wolne. 
Zawsze zadziwiało mnie takie zachowanie osób w autobusie. Skoro siedzi, to niech siedzi. Jest zmęczony, coś go boli. Trochę empatii! Często można przejść dalej albo po prostu GRZECZNIE zapytać, czy może nam ustąpić miejsce. To naprawdę nie zaboli.
Osobiście myślałam też, że moja niepełnosprawność to oczywista sprawa. Jednak ostatnio nawet osoba, która zna mnie dłużej, odciągnęła mnie od miejsca na którym chciałam klapnąć tyłkiem bo tam był znaczek! 
To kazało mi stanąć na moment i zastanowić się nad tym, jak to jest z tą niepełnosprawnością. Jasne, że w tym przypadku chodziło tylko o chwilę zapomnienia. Jednak są osoby, które uważają, że jeśli osoba niepełnosprawna porusza się „normalnie” to niepełnosprawną nie jest. Dlatego na koniec chcę tylko napisać jedno: niepełnosprawność ma wiele twarzy. 
Szufladkowanie jej i stereotypowe patrzenie na ten problem jest bardzo często krzywdzące dla osób chorych. I myślę, że to właśnie o tym chciałam Wam dzisiaj powiedzieć. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz